Moje zdjęcie
To, co uchwycone między poranną kawą, a senną przymkniętą powieką.

piątek, 29 stycznia 2010

Hôtel de Vie

Pewnego dnia lub wieczoru, w jednym z wielu hoteli chciałam włożyć pantofle.
Wracając z kolejnej sesji ustaleń i absurdów marzyłam o kąpieli w hotelowej pianie, omotać się hotelowym szlafrokiem i włączyć hotelowy telewizor.
Wybiła północ.
Wyszłam z hotelowej wanny, otworzyłam hotelową lodówkę i wyjęłam 1664 – w cenie hotelowej.
Hotelowe refleksje.
Hotelowe okno, przez które krzyczał widok na atrybut paryski, brukselski, londyński, barceloński.
Samotność w hotelu.

Śniłam kiedyś o tym, jako mała dziewczynka, której wyobraźnia popełnia pierwsze zarysy marzeń o przyszłości. Dorosła pani o blond włosach, z walizką.
Skąd mi się to wzięło do diabła?


środa, 16 grudnia 2009

Gdzieś Tam

Oj tam gdzieś w horyzont się zagapmy
Oj tam gdzieś coś migocze
Czy to gwiazda?
Czy może marzenie które spada?

Niech Бреговић nam o tym opowie.

piątek, 9 października 2009

Modlitwa do Anioła Stróża

Bądź Ty zawsze ułudą, w którą chce się wierzyć
Bądź Ty gdzieś tam na horyzoncie, którego nie widać
Majacz na obłoku i śmiej się pobłażliwie
Zapisuj w notesie potknięcia i wyroki
A świt co marudzi
Niech zastanie Cię siedzącego na parapecie.
Patrz wtedy na mnie i wdychaj mój sen

Bądź Ty zapachem kawy
Muśnięciem w ramię w zatłoczonym autobusie
Codziennym „nie jem obiadu”
Bólem głowy kiedy natłok poniewiera

Bądź Ty obok kiedy głowa opuszczona, senna, ospała i nieobecna
Bądź Ty kiedy lęki biorą górę - ich przeciwnikiem
Bądź Ty moim gościem kiedy zgrzyt klucza w zamku
Bądź Ty słabościami
Pochyl się nad nimi i staraj ogarnąć ich potęgę

Bądź Ty tam i tu
Gdzie bądź…

poniedziałek, 5 października 2009

piątek, 11 września 2009

Dzień 11

Tyle już trwa próba sił. Tych w mięśniach i tych w głowie.
Trzy tabletki magnezu.
Poranna lektura etykiet, stos czerwnieniących się pomidorów i naczynie żaroodporne w zlewie. Na stole niedbale porzucona książka kucharska "dla laików". Kolorowa, z mnóstwem zdjęć, wesoło napisana. Rozdziewiczona parę dni temu.
Zaliczona kolejka w urzędzie, załatwione, podbite, przekazane.

Walka podjazdowa z własną słabością, z którą - pomimo upływu wielu lat - wciąż nie umiem się pogodzić. Na razie kilka : 0 dla mnie.
Masowanie obolałych ideałów, które podważono i opluto.
Sny o przyjacielu, który przestał nim być są coraz mniej wyraźne, działa "niepamięci cud". Kim wogóle był ten człowiek...?

W chwilach drżącej brody zahaczam wzrokiem o pewien tekst anonimowy, sprzed pięciuset lat.

Nie zawsze jest trudno.
Czasem mignie flesz o wędrującym guziku z okolic biodra ku pępkowi, o zapomnianej koszuli, która sama się przypomniała.
Świadomość nadrabiania, powoli, własnym rytmem, bez paniki jest jak francuskie śniadanie. Wyborna i wzmacniająca.

Czas przestał biec jak szalony i oplatać się wokół palców.
Pozostaje tylko zadrzeć głowę.