środa, 1 stycznia 2014
niedziela, 10 listopada 2013
środa, 6 listopada 2013
poniedziałek, 30 września 2013
wtorek, 17 września 2013
Ciągłość
StavangerLondynAmsterdamLeidenKomunikacjaIJejSztukaPragaDwaArtykułyDoNapisaniaCzarnaDziuraKredytowaEgzaminŻaleICzasuMarnotrawstwoBratCoOlewaSłońcaBrakTęsknotaŚmiechPrzezŁzyRobotyHukBólPleców.
Nie mam siły.
poniedziałek, 2 września 2013
Nie pamiętam
...bo nie pamiętam
już, jaki kolor miały moje pierwsze ściany, ani jak nazywała się farba, którą
zauroczyłam kuchnię, albo coś na jej kształt udający. Blue Acapulco to chyba
było, czy jakoś tak, coś ze Słońcem które miało świecić i towarzyszyć, w oczach
igrać twoich, czy moich, czy może jego, czy tamtego innego, nie pamiętam.
I nie pamiętam
już właściwie, o czym ja wtedy marzyłam, czy w ogóle miałam marzenia, bo tak
naprawdę to już tylko przekonania, które prędzej czy później staną się
rzeczywistością, formalność, której dopełniam leniwie, krok po kroku, ze
zdumieniem obserwując jak spełniają się sny dzieciństwa. Tak mocno jestem
przekonana o swojej sile i zwycięstwie, tak mocno wierzę i niepodważalnie, że
upadek, jeśli się zdarzy, może być już tym ostatnim.
Ciągle nie
pamiętam, bo fakty, ludzie, słowa, gesty, rutyna w jej braku, mijane „cześć”
zdawkowe, obietnice bez pokrycia i świadomie niewiarygodne, „było miło”,
„zadzwonię na pewno”, „myślę i pamiętam”, „do zobaczenia w niebie”...bo nie pamiętam
już ani ciebie, ani siebie w tamtym wszystkim, bo ściany i widoki z okna
zmieniały się za często, na moje życzenie, myślałam, a jednak poniekąd z
konieczności i konsekwencji błędu, który zrujnował mnie i wszystko wokół, przez
który zaznałam ciemności, z których nie wyszłam nietknięta.
I nie pamiętam,
że odkryłam, że nic właściwie nie muszę, a jedynie mogę, jeśli zechcę, a robię
tak, bo chcę. Bo nie muszę już biegać, domyślać się, czy tamci się domyślają,
mówić, wskazywać, tłumaczyć. Iluminacja wyrachowana, amnezja wrażliwości ciągle
niedobitej, która tli się w czterech ścianach, gdzie nikt nie widzi, nie wie i
nie zagląda.
Co poniektórzy
nie wybaczą zmiany, zwrotu i pozornego lekceważenia, nie wybaczą, bo nie
będą wiedzieli, bo się nie domyślą, bo nie powiem, nie wskażę i nie wytłumaczę.
Bo nie pamiętam już i pamiętać nie chcę.
czwartek, 13 czerwca 2013
Victoria
Dobrym lekarstwem na ból… jest ból.
Jeszcze lepszym – pisanie o bólu w sposób bolesny, brutalny i prawdziwy, aczkolwiek bez niepotrzebnych uniesień, chłodno i beznamiętnie. Wiwisekcja na cierpiącego żywca tak, by szarpało, rzęziło i dławiło.
Jury konkursu jako pierwsze będzie miało zaszczyt poczytać sobie, o tym przez co przyszło mi kiedyś przebrnąć, z czym się zmierzyć i, jak zwykle, wygrać.
Bo ja zawsze wygrywam. Jak zwykle.
[…] W 10 miesiącu apokalipsy zdecydowałam odstawić prochy i ograniczyć wino. Zaraz po tej decyzji poczułam lęk. Lęk beznadziejny, szarpiący, od którego nie da się uciec, o specyficznej sile rażenia i porażenia.
To pod osłoną nocy moja duma cierpi najbardziej, jakoś wyraziściej i brutalniej odczuwa odrzucenie, z którym przyszło jej się zmierzyć. Kiedy słońce zachodzi i zapada ciemność, zdaje się, że zdrowieć musi od nowa, że tak naprawdę przebłyski powracającej samoakceptacji były tylko złudzeniem.
Najbardziej porażający strach to ten przed czarną, przewracaną w zmiętych poduszkach nocą oraz refleksyjną 3 rano. Ta wizja działała na mnie i moje zmysły tak paraliżująco, że dłuższą chwilę siedzę na brzegu łóżka, zanim decyduję się zgasić światło. Wytrzymuję parę minut.
Słodki niebyt, ta umiłowana po tylu miesiącach kojąco bezmyślna czerń, w którą zapadałam pół godziny po przełknięciu, ma od teraz zostać zastąpiona przez przeraźliwie wyrazisty koloryt smoły, która w ciemności świeci i cuchnie wszystkim, co we mnie złe i zranione, upokorzeniem, brudem zaschniętej krwi, niemocą. I to wszystko na trzeźwo.
Mój Boże, co za ból. […]
Subskrybuj:
Posty (Atom)

